środa, 6 stycznia 2016

Nie przeczytam 52 książek

Nowy rok spowodował obfitość wyzwań czytelniczych, czyli np. Przeczytam 52 książki w 2016 albo 100 książek albo tyle książek ile mam wzrostu. (To ostatnie najbardziej mnie urzeka)

Dlaczego akurat 52? Tyle jest przeciętnie tygodni w ciągu roku, jedna książka tygodniowo brzmi całkiem realistycznie. Można też kierować się konkretnymi wytycznymi, jak na zdjęciu poniżej i czytać książki według określonego klucza:


Cause reading is FUNDAMENTAL!
źródło


Statystyki wskazują, że przeciętny Polak właściwie nie czyta;  wyzwania te mają więc w dużej mierze na celu popularyzację czytelnictwa. Prowadzenie listy przeczytanych wydawnictw pomaga też mieć pojęcie o własnych "osiągach" i ewentualnych postępach rocznych. W liceum jeszcze spisywałam wszystko, co czytałam i czasem dzięki temu po latach mogłam się upewnić, czy daną książkę już czytałam (przydało się to kilkukrotnie w przypadku jakiś nudnych rzeczy, niezapadających w pamięć).  Później przez pewien czas, w duchu rywalizacji, odnotowywałam wszystko na Lubimy Czytać.

Dlaczego więc odgrażam się, że nie przeczytam 52 książek w 2016?


Bo nie chcę czytać na wynik. Oczywiście czytam nie tylko na jakość, ale i na ilość - to całkiem naturalne, że chce pochłonąć jak najwięcej książek, duh!


Jak to ktoś z uczestników wyzwania zauważył - nie chcę zamienić się z mola książkowego w ekonoma, obliczać statystyki miesięczne, kwartalne i roczne - jesienią wpadać w panikę, że jeśli nie zachowam tempa 3,75 woluminu na tydzień to nie wyrobię się do końca roku!


Nie ukrywajmy też, że zupełnie czym innym jest przeczytanie w tydzień 3 pozycji Amelie Nothomb (wspaniałe i pokrętne, ale króciutkie) i 4 Topora (vide Nothomb) a przebrnięcie np. przez Diunę


Tym bardziej, że zaczytam rok będąc w trakcie Futu.re Głuchowskiego, następne w kolejce jest najnowsze Metro, później może Łzy Diabła Kozak, padre mi dorzucił jeszcze poza kolejką Holandia. Presja depresji. Wszystko to razem to już ok 2000 stron. 


Do tego mam cały czas napoczęte około 5-6 książek. Wynika to w dużej mierze z tego, że nie każdą rzecz mi się dobrze czyta w danym momencie. Stąd np. Błędne ogniki i grzyby atomowe towarzyszą mi już około dwa miesiące.


Fakt, wrócę do notowania osiągów - może nawet niechcący zrealizuję założenie wyzwania.


 Jednak ważniejsze jest dla mnie obecnie:
- dokończenie wszystkich napoczętych książek
- przeczytanie i oddanie wszystkich pożyczonych
- przeczytanie co najmniej 20 książek, które mam już w domu

- częstsze wychodzenie poza strefę komfortu, jaką jest                fantastyka/thriller/sensacja

Może nie byłoby też głupie trochę przystopować kupowanie nowych...


W tej kwestii mam jednak wyjątkowo słabą silną wolę:





Edit:
o wyzwaniach czytelniczych piszą też Pożeracz Światów i M.Ortycja  :)

26 komentarzy:

  1. Kocham czytać książki, ale nie mam czasu.
    A jak mam czas to zaczynam i nie kończę.
    Za dużo fajnych książek, za mało wolnego czasu! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzymam kciuki za kończenie w takim razie! i akurat też nad tym muszę popracować...

      Usuń
  2. Właśnie się zastanawia z czego musiała bym zrezygnować żeby moje 500-stronowe tomiszcze przeczytać w tydzień :) i tak 52 razy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ze snu? wiesz, Stalker nigdy nie śpi :D

      Usuń
  3. Liczba stron tak naprawdę nie stanowi zbyt wiarygodnej skali bo np. o wiele ciężej się czyta 400 stron Lolity a 800 stron Bastionu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tru story bro, dlatego się trochę obawiam Diuny :D

      Usuń
    2. Przecież Diunę czyta się jednym tchem, gorzej z następnymi tomami.

      Usuń
    3. podobno ;) jeszcze się nie przekonałam. Tu również rzecz gustu - mi np. się bardzo dobrze czytało Lalkę, co dla wielu ludzi jest zupełnie nie do pojęcia :D

      Usuń
  4. Ja spisuję tytułu książek, które czytam od podstawówki. Dzienniczek lektur to się kiedyś nazywało i wychodzi mi rocznie ponad 52 książki, a wyzwanie uważam za zacne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja właśnie z jakiegoś powodu poniechałam tego dzienniczka, ale dla zachowania porządku chyba znów zacznę :)

      Usuń
  5. W naszej okolicy znaleźliśmy sposób na nadmiar przeczytanych książek w domu i zmniejszenie kosztów zakupu nowych pozycji ... raz w miesiącu robimy "wymianki" (przy bibliotekach, w kawiarenkach). Zaczynaliśmy od 10 książek na stole ... dziś wymieniamy 400 egz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też wiemy, gdzie upłynniać przeczytane książki. Opcji jest akurat dużo - bookcrossing, grupy wymianowe i sklepy charytatywne. Kwestia zebrania się w sobie do oddania książek to już zupełnie inna rzecz ;)

      Usuń
  6. To ja krótko:
    http://slpablos.blogspot.com/2016/01/wyzwania-podsumowania-i-inne.html

    OdpowiedzUsuń
  7. To chyba jest osobista kwestia - czy dla kogoś takie wyzwanie będzie fajną zabawą i motywacją, czy też "zmieni się w ekonoma". Ja sama nie biorę udziału, bo jestem leniwą bułą i zapominam wrzucać tytuły przeczytanych książek na LC, a zamiast tego robię sobie powoli listę tytułów, które w tym roku no już muszę przeczytać, bo aż głupio dłużej zwlekać ;)
    I zgadzam się co do tego, że każdą książkę czyta się w innym tempie - ja "Nędzników" czytałam prawie rok (bo robiłam sobie dłuższą przerwę po skończeniu każdej z czterech części).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, rzecz gustu. Ja nie ukrywam, że czytam "na ilość" - po prostu jest ogrom książek, które chcę przeczytać, więc siłą rzeczy muszę czytać dużo, żeby te plany zrealizować :)

      Usuń
  8. Haha! No proszę, a ja dzięki Tobie właśnie stwierdziłam, że jednak podejmę wyzwanie. Podoba mi się wklejona przez Ciebie lista, ta która jest po polsku (właściwie to tylko trochę zmodyfikowana zeszłoroczna) niezbyt mi się podoba. Dzieki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a no to też na zdrowie ;) powodzenia - jest to zawsze ciut ciekawsze niż czytanie stricte na wynik.

      Usuń
  9. To bardzo słuszny i potrzebny wpis, pod którym się podpisuję. Czym innym jest czytanie (czasochłonnej) klasyki, a czym innym romansowych powieścideł. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale jak ktoś chce czytać romansidła to też na zdrowiu, jego sprawa - tylko wtedy konkurowanie z kimś, kto przeczytał w ciągu roku "tylko" 15 książek (ale np wiszącą nade mną jak miecz Damoklesa Diunę, Lód i inne opasłe tomy) mając na koncie kilkadziesiąt czytadełek jest niewymierne.

      Usuń
  10. ja czytam około 100 książek w roku. Czytam...bo lubię :) Wychodzi zwykle coś koło 100-150 stron dziennie (na więcej nie mam niestety czasu). Zrezygnowałam z oglądania TV a za to każdego wieczoru czytam, czytam...i czytam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z oglądania tv zrezygnowałam dawno temu, jednak nie zrezygnowałam z oglądania filmów i seriali, więc mój czas w domu jest przedmiotem nieustannej walki o atencję ;)

      Usuń
  11. Czytam bo od kiedy poznałam literki to zawsze lubiłam czytać ,lubię teraz i będę lubić do końca swojego żywota. Kiedyś w szkole podstawowej spisywałam przeczytane książki, było ich multum... potem zaprzestałam spisywać ...teraz podjęłam to wyzwanie, nie ze względu żeby się ścigać w czytaniu, ale z ciekawości ile uda mi się w ciągu roku przeczytać ze zrozumieniem :) ... czytam wszystko co mnie zainteresuje i co mi się spodoba.... nawet romansidła !!!! , bo z każdej książki można coś dobrego wynieść... nie ma książek lepszych czy gorszych, taka opinia to rzecz gustu , a wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak już odpisałam na fp - oczywiście, że się dyskutuje! :)
      zaraz będzie o tym osobny wpis zresztą.

      Usuń
  12. Przepraszam, ale denerwują mnie tego typu wpisy. Wyzwania czytelnicze NIE OZNACZAJĄ czytania na akord, dla wyniku. Nikt się przez nie nie zamienia w ekonoma. No chyba że nie wie do końca, na czym te wyzwania polegają i popełnia oczywiste błędy.

    Bo, moi kochani, nie chodzi o czytanie byle czego, byle jak najszybciej, co trzeba osiągnąć konkretny wynik w grudniu. Chodzi o to, by czytać tak jak zawsze, tylko gdzieś na boku dodatkowo sobie zapisywać, ile tych pozycji jest. Z ciekawości. Bez ciśnienia, że coś trzeba.

    Sama miałam kiedyś do tego typu wyzwań zły stosunek, ale potem jednak przemyślałam sprawę. I spróbowałam. W 2014 wyszło mi 58 książek, w 2015 już 76. Zarówno krótkich, jak i długich. Bo mam czas, więc z niego korzystam. Ale nigdy na początku roku nie wiem, czy teraz się uda. Czytam i liczę z ciekawości. I nie wzruszyłoby mnie w ogóle, gdyby udało mi się przeczytać tylko 20 książek. Bo nie o załamywanie się wynikiem tutaj chodzi. To nie są wyścigi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj oj, już bez takiej oburzencji ;) MI nie chodzi o czytanie byle czego - wielu ludziom tak. Zapisywałam, jak nawet jest wspomniane w tekście, z zupełnie innych pobudek. Właśnie chodzi mi tu o to, że niektórzy traktują to jak wyścigi. Ja w pewnym sensie też, ale ścigam się ze sobą :) Więc bez obaw, wiem, na czym polega to wyzwanie - po prostu podchodzę do tego po swojemu.

      Usuń

Dziękuję za komentarz, zapraszam do obserwowania :)